- W głowie mi się nie mieści, Lulka, że udało ci się znaleźć taką perełkę. I to za taką cenę...A ten widok! Natka, popatrz, stąd widać całą panoramę, aż do kopca! Słowo daję, jestem zazdrosny. Ty fuksiaro…
Dawid latał jak z piórem w pewnej części ciała od jednego okna do drugiego, lawirując pomiędzy moimi rzeczami, upchniętymi w tekturowe pudła, a które przenosiliśmy od samego rana, zachwycając się niczym małe dziecko, które po raz pierwszy rodzice przyprowadzili do Disneylandu. Prawdę powiedziawszy, z trudem się powstrzymywałam, żeby do niego nie dołączyć. Tylko świadomość, że mój starszy brat i jego żona mieli o mnie jeszcze chyba nie najgorsze zdanie i martwili się o mnie, jak sobie daję radę po rozstaniu z Konradem, pozwalała mi zachować resztki godności własnej i trzymała w ryzach samokontroli. Gdyby nie to, z pewnością biegałabym, piszcząc jak wariatka, po całej dostępnej powierzchni użytkowej mojego nowego lokum, nie mogąc uwierzyć w to, że będę tu mieszkać.
Bo to mieszkanie było cudowne. Podobnego metrażu jak tamto, z którym miałam tak niefajne wspomnienia i które opuściłam dzisiejszego ranka ostatecznie, ale o ile lepiej zaprojektowane! Salon, połączony z kuchnią (nigdy więcej ciasnej, klitkowatej kuchni, alleluja!!!) aż się prosił, żeby zapraszać do niego gości. Sypialnia, z wnękami w każdym możliwym miejscu, żebym miała gdzie pochować wszystkie moje szpargały, których miałam prawdziwe hurtowe ilości, zachwyciła mnie tym bardziej. Łazienka marzenie, z wanną i prysznicem, więc miałam w perspektywie długie posiedzenia w gorącej wodzie z lampką wina w ręce i relaksującą muzyką w tle. Czysty luksus!
No i wisienka na torcie, czyli ten mega wypasiony balkon!
Wyszłam teraz na to cudo i rozejrzałam się dokoła zachwyconym wzrokiem. Dawid miał rację, widok był wspaniały. Cała panorama jesiennego Krakowa rozciągała się przede mną niczym kobierzec kolorowych kartoników, z Kopcem Kościuszki piętrzącym się w oddali niczym wielka, zielona kępka mchu.
I, co najważniejsze, nie było sąsiadów, którzy by wciskali swoje ciekawskie nosy w nie swoje sprawy, bo budynek na niższych kondygnacjach posiadał tylko biura użytkowe i jakieś agencje handlowe! Raj, istny raj!!!
Nie wiem, jak Mirek wszedł w posiadanie adresu tego cudeńka, ale byłam mu prze serdecznie wdzięczna, że się nim ze mną podzielił. Tak bardzo, że nie skorzystałam z jego uprzejmej propozycji, że pomoże mi w przeprowadzce, tylko zagoniłam do tej niewdzięcznej roboty brata i bratową. Niech sobie pan policjant odpocznie. Należy mu się, za jego dobre serce w stosunku do mnie.
Skończyłam (chwilowo) zachwycać się widokami i weszłam do środka akurat w chwili, kiedy domofon zaczął wydzwaniać głośną melodyjkę. Dawid zatrzymał się w tym swoim tańcu zazdrości w pół kroku i spojrzał na mnie niepewnie.
- Spodziewasz się jeszcze kogoś?
- Nie, niby kogo? Nikt więcej nie wie, że dziś się przeprowadzam. Ani nikomu nie dawałam mojego nowego adresu. Nawet rodzicom.
Przeszło mi przez myśl, że to Konrad jakoś mnie znalazł i serce mi na moment stanęło. Tylko nie to, błagam!
Dawid walnął się w czoło.
- Cholera, a ja chyba zostawiłem auto na zakazie. Jeśli to ktoś z pretensjami...
Dawid zleciał na dół, po drodze jęcząc coś na temat, gdzie on ma teraz przestawić samochód, żeby udało się wnieść jakoś bezproblemowo resztę moich rzeczy, bo jeszcze kilka pudeł tam zostało, niestety. Widocznie jednak mu się udało, bo niemal w tempie ekspresowym wrócił. Na dodatek nie sam. Towarzyszyła mu osoba, która minę miała bardzo roszczeniową. Szkoda tylko, że nie chodziło o przestawienie auta.
- Co ty tu robisz?
Słowo daję, zaskoczył mnie. Bo jak inaczej nazwać to dziwaczne uczucie, jakie mnie ogarnęło, kiedy za Dawidem do mojego nowego mieszkania wszedł nie kto inny, tylko Mirek we własnej policyjnej osobie? Byłam po prostu zaskoczona. To dlatego serce tak nagle zaczęło mi walić, jakby chciało się wydostać gdzieś na zewnątrz i uciec w siną dal, prawda? I czemu nagle w mieszkaniu zrobiło się tak jakoś jaśniej?
- A jak myślisz? Pomagam ci w przeprowadzce. Przecież obiecałem. Twoje szczęście, że tędy przejeżdżałem i zobaczyłem twój samochód pod budynkiem. Inaczej jutro usłyszałabyś co nieco za to, że nie powiedziałaś mi, kiedy się przeprowadzasz. Gdzie mam to postawić, Dawid?
Jak widać, pan policjant już zdążył zapoznać się z moim bratem. I, jak widziałam, wspólne noszenie moich betów już wyzwoliło w nich pokłady porozumienia, kiedy Dawid pospieszył z wyjaśnieniem i obaj, postawiwszy rzeczy, które przynieśli, pognali na dół po resztę, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- Kto to jest? Milutki...
Omal nie podskoczyłam, kiedy nad uchem zabrzmiał mi głos Natalii. Po prostu opanuj się, Lulka, błagam, bo zaczynasz się naprawdę dziwnie zachowywać.
- Nikt, po prostu kolega. Pracujemy razem. To on pomógł mi znaleźć to mieszkanie i kiedyś wspominał, że chce pomóc w przeprowadzce, ale nie sądziłam…
Ze zdumieniem poczułam, jak gorąca fala krwi płynie coraz wyżej, aż zalewa mi twarz tak, że niemal widziałam, jak dopływa do czubka mojej głowy, barwiąc mi każdy fragment skóry na kolor homara wyciągniętego z wrzątku.
- Lulka, co ci jest? Dobrze się czujesz?
- Nic, po prostu ciepło mi się zrobiło. Chyba od tego ciągłego podnoszenia się i schylania, ciśnienie mi uderzyło.
Pospiesznie odwróciłam się plecami do Natalii, i zaczęłam bardzo energicznie przesuwać moje bety, żeby nadać moim słowom znamiona prawdy, ale żeby też uniknąć dalszych niewygodnych pytań, bo raczej nie miałam złudzeń, że bratowa dała się nabrać na tę ściemę. Czułam za to na plecach jej badawcze spojrzenie. Na moje szczęście wykazała się zdumiewającym taktem i zaniechała śledztwa, tym bardziej, że na schodach słychać już było głosy Dawida i Mirka. I za to byłam jej bardzo wdzięczna.
Panowie wmaszerowali do mieszkania sapiąc jak dwa nosorożce.
- No, to ostatnie pudła, Lulka...
- Boże drogi, nie trzeba było brać tego wszystkiego naraz! - podbiegłam do Mirka i pomogłam mu ściągnąć górny karton, chwiejący się dość niebezpiecznie na szczycie piramidy, którą miał na rękach. Zza sterty wychyliła się twarz, równie czerwona, jak moja – korona by wam z głowy nie spadła, jak byście zrobili jeszcze jedno podejście. A już na pewno bardzo by wam podziękowały wasze kręgosłupy!
- Po dwa pudła? Szkoda zachodu – Mirek postawił swój balast na podłodze i otarł czoło. Na skórze pojawiła mu się brudna smuga, a ja ledwo się powstrzymałam, żeby nie wyciągnąć ręki i jej nie zetrzeć.
- Naprawdę, nie musiałeś przychodzić. Ma mi kto pomóc, jak widzisz. A ty już i tak zrobiłeś dla mnie tak dużo, że aż mi głupio przyjmować od ciebie dalszą pomoc, na dodatek przy czymś takim, jak noszenie moich betów. I to na dodatek w wolną sobotę. Chyba, że masz dzisiaj zmianę.
- Mówiłem ci wczoraj, że mam wolne. A do pomocy sam się zgłosiłem, więc przestań mówić, że ci głupio. Powinno ci być głupio, ale dlatego, że nic mi nie powiedziałaś wczoraj, że dziś się przenosisz.
Faktycznie, powinno. Westchnęłam.
- Właśnie dlatego, żebyś wykorzystał swój dzień wolny tak, jak masz ochotę, a nie na taszczenie moich maneli. Chyba, że to szczyt twoich dzisiejszych pragnień, w co wątpię. Naprawdę nie masz dziś nic innego do zrobienia?
Zamiast odpowiedzieć, Mirek złapał mnie za ramiona i odwrócił plecami do siebie, po czym lekko popchnął w kierunku sterty pudeł, zawierających mój dobytek i cierpliwie czekających, aż się nimi ktoś zajmie.
- Przestań się zastanawiać nad takimi rzeczami i ciesz się, że masz dodatkową parę rąk do pomocy. I też zabieraj się do roboty, Ulka. Te pudła same się nie rozpakują. A właśnie, mogę mówić do ciebie „Lula?
To było bardzo miłe południe. A właściwie południe, popołudnie i wieczór. Po względnym rozpakowaniu nastąpiła chwila relaksu przy daniach z chińskiej knajpki i piwie, co po tym całym porządkowaniu było bardzo pożądane. Potem wróciliśmy do pracy, aż moje nowe mieszkanko wyglądało tak perfekcyjnie, jak to tylko możliwe. Oczywiście, ta perfekcja nie obejmowała nas, bo po całym dniu pracy nie przypominaliśmy modeli. Na kolację, z racji naszego wyglądu, który raczej nie uprawniał nas do wstępu do przyzwoitych lokali gastronomicznych, była pizza, jeszcze więcej piwa i ożywiona rozmowa na deser.
Kiedy zamykałam drzwi za moimi pomagierami (Mirek wyniósł Dawida na plecach, bo mój kochany brat ma główkę jak dziecko i ululał się kilkoma leszkami), ciągle się uśmiechałam. Nie licząc faktu, że miałam teraz mieszkanie marzenie, dzisiejszy dzień przyniósł mi o wiele więcej radości, niż się spodziewałam w swoich najśmielszych przypuszczeniach.
No dobra, pan policjant zaczynał mnie kręcić. To mogłam przyznać sama przed sobą. I jakoś nie widziałam, żeby on wzdrygał się z jakąś straszną niechęcią w oczach, kiedy na mnie patrzył. Nie mówiąc już o tym jego zastanawiającym postępowaniu w sprawie mojego mieszkania, pracy, czy mandatu. Poważnie, który policyjny pomagier ma tak dobrze tylko dlatego, że zgodził się na zabawę w tajnego agenta w swoim miejscu pracy?
I co Mirek w ogóle robił tu dzisiaj? Kto mu kazał wozić się akurat w okolicach mojego nowego mieszkania? Chyba, że ma, podobnie jak Matylda, jakieś wróżbiarskie zdolności i udało mu się wywróżyć, że akurat na dziś zaplanowałam wielki dzień przeprowadzki.
Cokolwiek go popchnęło do zjawienia się tu dzisiaj, czy siły nadprzyrodzone, czy po prostu przypadek, ciężko mi było określić, w którą wersję chcę bardziej wierzyć, ale jednego byłam pewna. Bardzo, ale to bardzo się cieszyłam, że Mirek tu był.
I z taką pozytywną myślą zasnęłam w swoim nowym lokum, w końcu spokojna i szczęśliwa.